Dlaczego Ona odeszła od mężczyzny, którego kocha?

Dlaczego Ona odeszła od mężczyzny, którego kocha?

Kochać i odejść?! To nonsens. Niemożliwe. Nielogiczne. Niedorzeczne.

Ale dla Niej to jak najbardziej ma sens. Bezsensem byłoby pozostanie z Nim. Nie osądzaj jej. Nie obrzucaj kamieniami. Musiał(a)byś być przynajmniej trochę na Jej miejscu, by zrozumieć.

Ona jest prosta, mądra, piękna. Jest Miłością. Ona jest magią… dotyka promieni i przeistacza ich w gwiazdy. Ona tak długo Go szukała. Znalazła. Kochała go bardziej, niż siebie samą. Pewnego dnia odeszła od Niego. Ze łzami w oczach i bólem w sercu. Zwróciła mu Jego wolność. Odeszła od Niego, gdyż chciała czegoś więcej, niż puste słowa, prezenty i seks. Ona chciała więcej. Pragnęła Jego obecności w każdej chwili swojego życia. Pragnęła Jego uwagi. Chciała, by czasem dla Niej coś przyrządził, nieważne, czy smaczne, czy też nie. Chciała chodzić z Nim na randki. Chciała, by obdarowywał Ją kwiatami. Pragnęła, by Ją słuchał. Cenił. Pragnęła być Jedyną Kobietą Jego życia. Była nieodkrytą wyspą i pragnęła, by Ją odkryto. On postanowił zostać na brzegu i podziwiać Ją z daleka. Z czasem wyspę zalał ocean. Wyspa zniknęła. Nie ma Jej.

Ona była kwiatem, który trzeba codziennie podlewać. On o tym nie chciał pamiętać. Ona przypominała mu o tym, czego Jej brakowało, On nie chciał tego słuchać. Uważał, że Ona mu się należy. Myślał, że pozostanie z Nim. Wiedział, że Ona nie potrzebuje Jego prezentów, tylko Jego obecności. Obecności Człowieka, z którym będzie mogła podzielić się swoimi myślami i emocjami, który będzie chciał wspólnie z Nią marzyć. Który nie będzie Jej oceniał, pouczał, karcił. Ona pragnęła Mężczyzny, od którego nie przyjdzie Jej do głowy odejść. Żeby nie musiała wybierać pomiędzy swoim Mężczyzną a swoim szczęściem. Pragnęła Mężczyzny, który sam jest Szczęściem.

Ona odeszła, a On nie zrozumiał, dlaczego. Ona wiedziała, że minie miesiąc, kilka miesięcy, rok lub więcej i On zrozumie, co było potrzebne, aby utrzymać ją w swoich rękach.

Ona go kocha, ale musiała od Niego odejść. Odeszła, by znaleźć siebie, którą gdzieś po drodze zgubiła. Ona odnajdzie siebie, opatrzy swoje rany i będzie kontynuować dalszą podróż sama.

Ona odeszła, by znów pokochać siebie, poznać swoją wartość i przeistaczać promienie w gwiazdy…

I pewnego dnia, być może, stanie się Gwiazdą dla innego Mężczyzny.

One comment

  1. Kate

    I tak sobie myślę… Ona jest magią. On jest magią. Obydwoje dla siebie stworzeni, piękni. Wpatrzeni w piękno w tym drugim, zakochani w tej magii w nich i w tej przestrzeni pomiędzy. Aż któregoś dnia jedno z nich mniej lub bardziej świadomie przestaje widzieć, czuć tą magię i to piękno w drugim. Ktoś powie, że właśnie wtedy zaczyna się życie… codzienność, zwyczajność, po prostu związek nad którym trzeba pracować.
    Może w tym też można znaleźć magie, nauczyć się być wdzięcznym za to, co jest, nauczyć się nie narzekać i nie szukać dalej. Świat maluje w szalonych kolorach osoby „poszukujące” większego szczęścia, które w swoim niespełnieniu przemierzają dzikie zakątki, odkrywają raz po raz siebie na nowo i odnajdują swoje ukryte tozsamości. Nieliczni, ludzie sukcesu, o wielkich pasjach i niesamowitych osiągnięciach, opisywani w mediach przez pryzmat swoich priorytetów, filozofii i fanaberii… to osoby, którym się udało. Będąc wiernymi sobie, zaryzykowali, pewnie nie raz i koniec końców wygrali. Ale nie ma ich dużo a porażki i dramaty po drodze są najczęściej tak pięknie opisane, że ma się wrażenie, że na pewno nie było to aż takie straszne.
    Może można polubić samotnośc w związku, czerpać siłę z tego, że jednak obok ktoś jest, nawet jeśli jestem mu coraz bardziej obojętna. Może trzeba uwierzyć w wydawałoby się pozytywne przekonanie, że jeśli nie odchodzi, to jest. A jesli nie mówi, że kocha, czy to na pewno znaczy, że nie kocha?
    Może można być szczęśliwym w przeciętności pomiędzy dwojgiem ludzi, w trwaniu po prostu. Może przyzwyczajenie, wspólna historia, zobowiązania, kiedyś poczynione plany na przyszłość moga być wystarczające.
    Tylko co zrobić, jeśli w takim stanie zdradzamy swoje serce, które pragnie spojrzenia pełnego miłości, miłości, jakiej my chcemy i potrzebujemy do pełni, pocałunku, który rozbiera zanim nastąpił, czułości, z której rodzą się nowe jakości? Odejście odraczamy w czasie w nadziei, że to co już raz było wróci. A co potem, jak ostatni cień nadziei umiera, jak już nie ma „nas”? Serce przepełnione miłością, bólem, pytaniami, co poszło nie tak i dlaczego któregoś dnia zabrakło tej motywacji, by magii poszukać na nowo.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: