Skąd się biorą dzieci

Skąd się biorą dzieci?

Uwaga! W tekście będą miały miejsce generalizacje i uogólnienia. Wszelka zbieżność imion i sytuacji jest niezamierzona. Czytasz na własną odpowiedzialność 🙂

Skąd się biorą dzieci?

Z czym kojarzy Ci się to pytanie?

Prawdopodobnie, jak większość pytanych przeze mnie ludzi, odpowiesz: z dziećmi. No tak, to oni najczęściej zadają powyższe pytanie.

Paradoksalnie, większość dorosłych ludzi nie zadaje sobie takiego trudu. Bo przecież nie jesteśmy dziećmi, przeszliśmy już etap zadawania tego niezręcznego pytania.

A jednak, skąd się biorą dzieci?

Piotruś, 4 lata: Dzieci biorą się z gadania. Kiedyś mama powiedziała do taty: „ty nie gadaj tyle, tylko uważaj, bo z tego gadania będą dzieci”. Ale tata chyba tak specjalnie się zagadał, bo na urodziny dostałem braciszka zamiast pieska.     Źródło: Demotywatory.pl

Katarzyna, 28 lat: „Poznałam chłopaka, bardzo mi się spodobał, ja jemu też; wylądowaliśmy w łóżku. Następnego dnia się ulotnił i więcej go nie widziałam. Po miesiącu okazało się, że jestem w ciąży. Mam teraz 5-letnią córeczkę i nadzieję, że będzie miała lepsze życie, niż ja”.

Ala i Zbyszek, 50-latkowie: „Zaczęliśmy się spotykać w liceum. To była nasza pierwsza miłość. Owocem tej miłości jest nasz pierworodny syn. Kolejna dwójka dzieci też urodziła się niespodziewanie, ale jesteśmy bardzo szczęśliwi”.

Mateusz, 30 lat: „Kilka dni temu miałem stosunek z dziewczyną, która w ogóle mi się nie podoba. Obawiam się, że może zajść w ciążę. Co mam robić?”

Takie historie słyszałaś pewnie wiele razy. Czy nie odnosisz wrażenia, że zdecydowana większość dzieci na świecie pojawia się niespodziewanie?

Czyż nie jest zastanawiające, że przeważająca część dorosłych kobiet zachowuje nieprzeciętną wręcz infantylność w tak poważnych sprawach?

Albo inaczej. Pamiętam, kilka lat po ukończeniu szkoły średniej spotkałam na ulicy chłopaka ze swojej klasy. Szedł w otoczeniu trzech bardzo podobnych do siebie małych chłopców w wieku od 2 do 4 lat, a obok niego dostojnie kroczyła młoda kobieta w zaawansowanej ciąży. Przedstawił nas sobie. Ja, żeby ukryć swoje zakłopotanie, wyjąkałam coś w rodzaju: „No tak, lepiej to mieć z głowy, za kilka lat dzieciątka będą już odchowane” (niestety, nic mądrzejszego nie przyszło mi na myśl J). Na co młody, prawie czterokrotny ojciec odrzekł: „Wiesz, my, ludzie, niewiele możemy. Wszystko jest w rękach Boga: to On sprawia, że dzieci przychodzą na świat, my jesteśmy tylko Jego narzędziami”.

„Tak”, – powiedziałam i pożegnałam się, a niepokorna myśl o tym, że to nie do końca jest tak, nie dawała mi spokoju jeszcze długi czas. Kilka lat później dowiedziałam się, że ten kolega z klasy korzystając z Boskich narzędzi spłodził już 8 latorośli.

Więc skąd się biorą dzieci? Wydawać by się mogło, że jest to tylko wyraz, sens którego jest dla wszystkich jasny i odpowiedź zdaje się być banalna, oczywista.  Nic z tego. Interesujące jest to, że znaczna ilość kobiet do tej pory uważa, że dzieci biorą się z miłości. I niestety, mnóstwo nieszczęśliwych dzieciństw ma swoje źródło w zupełnym braku rozeznania na ten temat wśród przedstawicielek płci pięknej.

Skąd się biorą dzieci? Ja osobiście skłaniałabym się ku temu, że poza nielicznymi wyjątkami, które (jak to wyjątki) tylko potwierdzają regułę, dzieci rodzą się z seksu bez zabezpieczeń. Większość dzieci rodzi się nie z miłości, nie z pragnienia, czy też innych podobnych pięknie brzmiących przyczyn. Dzieci się rodzą dlatego, że ich rodzice uprawiają seks bez zabezpieczeń. Tyle.

Inną rzeczą są powody, dla których dorośli uprawiają seks bez zabezpieczeń. Z kobietami jest raczej wszystko proste: jesteśmy naiwne, wierzymy słowom mężczyzn(zarówno wypowiedzianym, jak i wyimaginowanym), ulegamy im, boimy się ich utracić (a jeśli się obrazi i odejdzie?).

Z mężczyznami rzecz się ma jeszcze mniej skomplikowanie, aczkolwiek powody, dla których oni uprawiają seks bez zabezpieczeń, są dwa. Pierwszy: to lenistwo i wygodnictwo. Oczywistym jest, iż doznania przy uprawianiu seksu z gumką dla mężczyzny są o wiele mniej przyjemne, niż bez gumki. „Kocham Cię, przecież wiesz o tym”, – taka deklaracja w zupełności nam, kobietom, wystarcza. Resztę ideologii miłości dorabiamy już same: „będę zawsze z tobą, będę o ciebie dbać, nie zostawię cię, weźmiemy ślub, będziemy szczęśliwi, będę ci wierny, kupimy dom itp.”

Sybarytyzm ogromnej części mężczyzn jest doprawdy imponujący. Nie dziwi też fakt, iż ci, bardziej zasobni, korzystający z płatnych usług kobiet, płacą im o wiele więcej tylko po to, by zgodziły się na seks bez zabezpieczeń. Pomijam oczywiście aspekt zakażenia się chorobami w jego konsekwencji. Mężczyzna jest stworzeniem bardzo prostym i dąży do maksymalnego uproszczenia wszystkiego, co dotyczy go bezpośrednio; najczęściej nie ma żadnych aluzji, co do tego, dlaczego uprawia seks z kobietą: uprawia, bo tak chce.

Drugi powód, równie banalny: chęć podporządkowania/przywiązania do siebie kobiety po to, żeby ona np. zajęła się wychowywaniem dziecka/dzieci, prowadzeniem domu, dogadzaniem swojemu panu, po to, by on nie musiał skupiać już na niej swojej cennej uwagi i miał czas na coś innego (również na oglądanie się za innymi dziewczętami).

Kobieta, kochając się z mężczyzną, mentalnie buduje wspólną świetlaną przyszłość, w której ona ze swoim ukochanym żyją „długo i szczęśliwie”. I jeśli Tobie, kobieto, wydaje się, że on kochając się z Tobą, tak samo jak Ty, pragnie mieć dziecko, to patrz akapity wyżej. Zrozum, że po drugiej stronie członka jest facet, któremu nie chce się założyć gumkę (może też tak być, że go nie stać na nią, ale tu nie jest temat o marginesie społecznym) albo to samiec alfa, który chce mieć w komplecie swój harem.

W idealnym wariancie decyzja o urodzeniu dziecka powinna być podjęta przez kobietę, świadomą swoich możliwości (finansowych, zdrowotnych, psychicznych etc.), które zapewniłyby jej wychowanie dziecka również w sytuacji, kiedy „tatuś” z jakiegokolwiek powodu zniknąłby z jej horyzontu. Trzeba tu brać pod uwagę również kwestię jego odejścia „z padołu łez”, gdyż taka jest natura człowieka, że zdarza mu się zemrzeć. Poza tym każda z nas zna mnóstwo przypadków, kiedy dziewczyna zupełnie „niespodziewanie” zachodzi w ciążę i wymusza na chłopaku pewne kroki. Wspomniane wyżej lenistwo i wygodnictwo powoduje, że trik ten z dużym powodzeniem działa na mężczyzn.

Jak często ludzie podejmują decyzje o urodzeniu dzieci z powodu „miłości”? Odpowiedź na to pytanie możemy zaobserwować wszędzie: w miastach i wsiach, na ulicach, dyskotekach, w pracy, na wczasach.  Tzw. miłość, którą czujemy do tego „jedynego”, niepielęgnowana, zarasta chwastem, którego nie da się już wykorzenić. Po latach okazyjnego plewienia, często pozostaje frustracja i żal do tego, kto nie spełnił oczekiwań. Pozostaje też „pamiątka” w postaci dziecka/dzieci.

Trzeba przyznać, że gdyby (hipotetycznie) wszyscy ludzie świadomie podejmowali decyzje o narodzeniu swoich dzieci, tych dzieci rodziłoby się setki, tysiące razy mniej. Gdyby dalej puścić wodze fantazji, można byłoby przypuszczać, że jakość wychowania, wykształcenia i samoświadomości tych dzieci byłaby proporcjonalnie wyższa.

„Rozwiodłam się z mężem 9 lat temu. Mamy dwójkę dzieci: 13 i 15 lat. Od tamtego czasu raczej nie ufam facetom, unikam ich. Praca i obowiązki domowe stanowią całe moje życie. Nie chodzę na randki, nie mam na to czasu” – to są słowa Anny, pod którymi podpisałyby się tysiące innych kobiet. Zastanówmy się. Kobieta przez co najmniej 9 lat nie miała stosunku z mężczyzną. Czy taka kobieta jest zadowolona z życia? Szczęśliwa? Zdrowa? Radosna? Czy jej dzieci są szczęśliwe, widząc swoją zmęczoną samotnym życiem matkę? Czy jej dzieci będą miały udane życie osobiste?

Powołaniem Kobiety jest macierzyństwo: tak było od zarania dziejów, jest obecnie i bardzo prawdopodobne, że pozostanie tak do końca świata, czy nam to się podoba, czy się z tym zgadzamy, czy też nie. Tylko tyle i aż tyle. Nie masz wpływu na to, czy Twój partner/mąż będzie zawsze z Tobą, czy zapewni Tobie i Twoim dzieciom oczekiwane przez Ciebie standardy życiowe, czy dożyje pełnoletności Waszych dzieci. Masz natomiast decydujący wpływ na to, czy Twoje dziecko ma szczęśliwą matkę. Tu nie chodzi o to, by spędzić życie na gromadzeniu skarbów i niekończącej się selekcji nadarzających się kandydatów, tylko o to, by mając świadomość powyższego, celebrować macierzyństwo jako akt najwyższej miłości do siebie, do rodzącego się życia i do mężczyzny, dzięki któremu możemy doświadczać tego niezwykłego misterium.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: