Wsiądź do pociągu, byle jakiego…

Wsiądź do pociągu, byle jakiego…

Oto człowiek, kobieta. Pewnego dnia postanawia przeprowadzić się, powiedzmy, do Sitki, na Alaskę. Kupuje bilet, przyjeżdża. Jest ok. Mija pół roku, może trochę więcej. Zaczyna jej to i owo nie pasować, więc sfrustrowana biega po mieście i nuż wszystkich pytać: „Ależ dlaczego jest tu tak zimno? Dlaczego nie rosną tu cytrusy? Dlaczego tak mało (bo tylko 8881) ma miasto mieszkańców? A przecież dawniej było stolicą?…” Na co słyszy: „Przecież to Alaska, zawsze tu tak było” – „Ale ja myślałam, że BĘDZIE INACZEJ! Tak bardzo brakuje mi kwiatów, słońca i ludzi, metra i rynku! Czy byłoby źle, gdyby było tu ciepło? Czy źle byłoby, gdyby zakwitły tu pomarańcze? Zacznijmy je sadzić! Niech będzie też cieplej!”

Podejmując decyzję o wyborze partnera, najczęściej jesteśmy świadome tego, że rezultat wyboru będzie miał duży wpływ na nasze życie. Co sprawia, że pomyłki są tak częste? Bo przecież wybrać osobę towarzyszącą w kolejnym etapie życia to tak, jak kupić bilet do miejsca, w którym decydujesz żyć. Tylko nie trzeba oszukiwać siebie i innych, że w kasie (czytaj w urzędzie stanu cywilnego) sprzedali Ci bilet do innego, niż poprosiłaś, punktu docelowego. Wiesz, że to nie tak.

A jak? – zapytasz. Przecież wierzyłaś, że „wszystko będzie dobrze”, że „jakoś się ułoży”, „że to był jeden raz”…

Jeśli Twój luby przyszedł na (pierwszą?) randkę pod wpływem rozgrzewającej substancji, a Ty pomyślałaś: „może miał jakąś okazję albo pewnie chciał dodać sobie odwagi albo…), to Twoje zapytanie w kasie miało brzmienie: „Proszę o bilet do miejscowości o nazwie “Żona alkoholika”.

Jeśli w towarzystwie Twoich bliskich lub przyjaciół, na imprezie… (czytaj gdziekolwiek) zaserwował Ci scenę zazdrości z inwektywami i mało estetycznymi epitetami, a Ty byłaś przekonana, że „bez zazdrości nie ma miłości”, to Twoją stacją docelową stanie się „Żona domowego tyrana”.

Jeśli obserwujesz, jak Twój oblubieniec chowa przed Tobą telefon, wieczorami/weekendami spotyka się z innymi kobietami, flirtuje w Twojej obecności (i nie tylko), a Ty jesteś przekonana, że „to się zmieni po ślubie”, to właśnie kupiłaś bilet do miasta pod nazwą “(zdradzana)Żona kobieciarza”.

Jeśli Twój luby przy Tobie jest słodki i pokorny jak baranek, a w rozmowie z innymi mało uprzejmy lub wręcz opryskliwy, tymczasem Ty jesteś przekonana, że dla Ciebie będzie zawsze aniołem, to prawdopodobnie pytałaś w kasie o bilet do stacji “Żona furiata”.

Jeśli Twój wybranek w odpowiedzi na Twoje „złe” zachowanie zaczyna Cię karcić, oczekiwać przeprosin i poprawnego zachowania, a Ty jesteś przekonana, że to z miłości i troski o Ciebie, to przypuszczalnie trafisz do miejscowości pod nazwą “Żona surowego tatusia”

Zawsze, na początku relacji, a często również później (tylko że nie chcemy tego przed sobą przyznać), słyszymy i widzimy pewne sygnały, które świadczą o tym, że nie wszystko wygląda tak, jak byśmy chciały, ale co to dla nas, takie drobiazgi?! Nie ma cytrusów? Już sadzimy! Jest zimno? Ale przecież właśnie, dużymi krokami nadchodzi globalne ocieplenie!

Może też być inaczej. Podchodzisz do pani w kasie i zadziornie mówisz: „Poproszę bilet powrotny na najbliższy pociąg. A jeszcze lepiej na samolot, przecież nie mam zbyt wiele bagaży. Odpocznę i wyjadę, tym razem tam, gdzie jest zawsze ciepło i gdzie rosną na drzewach cytrusy. Gdzie będzie mi dobrze…”

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: