Z pamiętnika mężczyzny

Z pamiętnika mężczyzny

Okolice godziny 20:00, sunę autostradą 120km/h. Mam ochotę jechać szybciej, ale nie mam siły wciskać pedału gazu. Dowiedziałem się. Lekko ponad 3h wcześniej dowiedziałem się.

Jeszcze o godzinie 16 przejmowałem się jakimiś bzdurami, skupiałem się na jej wieczorze i wyobrażałem sobie jak bardzo będzie ze mnie zadowolona. Mój umysł był nieświadomie spokojny. Błogi spokój – poczucie tego, że wszystko jest na dobrej drodze.

Parę godzin wcześniej wpadła w mini furię z racji tego, że chciałem przy niej przejrzeć facebooka. Zbagatelizowałem sprawę, ale postanowiłem pozbyć się tej niepewności. Proces został rozpoczęty.

Nie. Ręce mi się trzęsą w momencie czytania. Kilka razy wstaję i zasiadam z powrotem. Czytam. Zamykam oczy i zapominam co przeczytałem. Mój umysł nie chce przyswoić tych informacji, chroni mnie. Wie, że mam prze*ane i próbuję odwlec moment. Ale ja nie chcę, wiem co się dzieje.

Jestem wściekły. Wysyłam JEJ to, co widziałem i jedyne czego chcę to znaleźć się w domu. Kiedy jadę, poprzednie etapy przeplatają się ze sobą, ciągle i ciągle. Nie jestem w stanie myśleć o tym, co się wydarzyło. Informuje swojego przyjaciela. Dzwoni, pociesza. Nie chcę pocieszenia. Chcę swojego poczucia spokoju sprzed godziny 16. On mi nie jest w stanie tego zapewnić. Doceniam jego starania, ale nie mogę go więcej słuchać. Nie myślę o tym co zrobiła, nie myślę o tym, co się stało. Po prostu nie potrafię. Kiedy wyprzedza mnie z lewej ciężarówka, orientuję się, że ze 120km/h prędkość spadła do 90km/h. Przyśpieszam.

Kłamała. Zdradzała. Skupiam się na tych słowach. Ale to nie pomaga. Muszę coś wymyślić szybko, inaczej to uczucie, które można nazwać szalenie niekomfortowym, zabije mnie. Wpadam na genialny pomysł. Muszę się jej odpłacić pięknym za nadobne. Dzwonie do koleżanki. Cieszy się i zaprasza mnie do siebie. Wiem co się stanie, ale nie sprawia to, że czuję się lepiej. Dojeżdżam do niej. W trakcie jazdy skonstruowałem maskę w umyśle. Maska, która nie pokaże jej co się we mnie dzieje. Maska robi swoje. W międzyczasie sprawdzam telefon – wiadomości od NIEJ, że to moja wina. Jeśli jeszcze czułem jakieś wyrzuty sumienia, teraz odczuwam determinację. Pozwala mi nie myśleć o Niej. Przez chwilę, więc potrzebuje się napić alkoholu. Więcej alkoholu. Kiedy dociera do mnie to co zrobiłem, czuję się brudny, podwójnie zdradzony. Bo teraz zdradziłem również sam siebie. Szkoda mi dziewczyny obok. Odsuwam się maksymalnie jak to możliwe i czuwam do rana. Mam ochotę jechać, ale procenty we krwi skutecznie mnie zniechęcają. Kiedy ona wstaje, udaję, że się wyspałem, zachowuje resztki przyzwoitości, dziękuję za kawę i wychodzę. Muszę się umyć. Jestem taki brudny. Patrzę w telefon, 28 połączeń nieodebranych, kilka smsów. Ładne słowa. Po chwili dociera do mnie – kłamstwa. Jestem tak bardzo zmęczony. Po przyjechaniu do domu, chcę się w końcu przespać, ale ilekroć zamykam oczy widzę to, wyobrażam sobie to. Świadomość lepiej funkcjonuje przy otwartych oczach, więc je otwieram i zastanawiam się, co dalej.

Czy ona zdaje sobie sprawę z tego, co mi właśnie zrobiła? Dlaczego to zrobiła? Czy faktycznie ja to jej zrobiłem? Co czuła w tamtym momencie? Co czuła mówiąc mi, że mnie kocha, kiedy miała w głowie świadomość tego, co zrobiła. Czy faktycznie tego żałuje? A jeżeli żałuje to żałuje tego, co zrobiła czy tego, że się dowiedziałem?

Karma. Następna moja myśl to Karma. Musiałem gdzieś ostro nabroić, że tak mi się odpłaca. Nieodebrane połączenia, przeczytane smsy. Czuję złość i gniew. Kiedy dzwonię do niej wyrzucam z siebie jad. Mówię słowa, których nikomu nigdy nie mówiłem. W tamtym momencie czuję, że zrobiłem dobrze. Słyszę JEJ płacz coraz głośniejszy i czuję ulgę. „Cierp, tak jak ja cierpię” Nakręcam się i nie rejestruje słów, które z siebie wyrzucam. Z moich ust wydobywa się echo moich emocji. Niedojrzałe. Nie fair. Ale nie interesuje mnie to. Jedyne, co mnie interesuje, to odzyskać poczucie spokoju. Chcę go odzyskać i zrobię wszystko. Kosztem wszystkiego.

Po rozmowie uspokajam się. Nie trzeba być geniuszem, żeby wiedzieć, że przesadziłem. Nie czuję się lepiej. Czuję się gorzej. „Czas leczy rany” Nie akceptuję tego. Nie chcę się uzależnić od czasu. Jestem, kim jestem i nie jest mi potrzebny czas. Buntuję się. Nie akceptuje tego.

Czas… Myślę o nim. Internet, przeglądarka Chrome, www.google.pl Zadaje sobie pytanie, co ja robię, ale desperacko szukam rozwiązania. W wyszukiwarce wpisuję: „jak poradzić sobie ze zdradą”. Ok, stało się. Czuje się niemęsko. Trudno, czytamy, nikt się nie dowie, wymażemy historię. Z przeglądarki, nie z głowy. Wpada mi do głowy myśl, wymazywanie historii z umysłu. Byłoby to cudowne. Przypominam sobie film „Zakochany bez pamięci”. I wiem, że to tylko film. Ale tamten pomysł okazał się totalnie nietrafiony. Jest to pierwszy sygnał światła dla mnie. Wracam do przeglądania: „Mój X zdradził mnie 3 lata temu, do tej pory cierpię” „Moja kochana słodka urocza Y oddała się już ponad rok temu a ja do tej pory budzę się z koszmarami o tym” „Powiedziałem jej, że przebaczyłem, ale chyba nigdy jej nie przebaczę, ani sobie”. No to pięknie. Mam prz***ane. Klikam „X” i wychodzę.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: